Cyrk po łódzku.

Rok 2014, w Łodzi od 4 do 14 września odbywa się „I Międzynarodowy Festiwal Sztuki Cyrkowej” organizowany przez Cyrk Zalewski. Na ulicach w plakaty, w sklepach i szkołach kolorowe bileciki ze zniżką. Sensacją będą motory w kuli śmierci. W pokazach wykorzystane zostaną konie, psy, foki i białe lwy. W przerwie atrakcją będzie przejażdżka na wielbłądzie. Radio Zet Gold, TVP Łódź i Super Express objęły festiwal patronatem medialnym.

W 2011 roku powstaje łódzki oddział fundacji Viva! Akcja dla zwierząt z potrzeby rzetelnej działalności na rzecz praw zwierząt. Jednym z priorytetów jest wsparcie kampanii Cyrk Bez Zwierząt. Zaprzyjaźniona organizacja poleca spotkać się osobiście z Powiatowym Inspektorem Weterynarii by współpraca układała się dobrze. Na spotkaniu ciepły, starszy pan zapewnia, że „będzie dobrze” i „fajnie że działamy”. W kilka miesięcy po powstaniu Vivy przyjeżdża jeden z największych cyrków w Polsce, a my jeszcze zieloni i nieopierzeni, ściągamy PKSem zaprzyjaźnioną panią weterynarz spod Łodzi i jedziemy brać udział w zleconej przez nas kontroli weterynaryjnej, co (niejednoznacznie) umożliwia nam Ustawa o Ochronie Zwierząt.

Z prawnego punktu widzenia bowiem, zwierzęta wykorzystywane rozrywce nie mają co narzekać. Według pierwszego artykułu Ustawy o ochronie zwierząt, człowiek jest im winny poszanowanie i opiekę. Ponadto ogólne przepisy ustawy zakazują bicie, straszenie, znęcanie się i utrzymywanie „ w niewłaściwych warunkach bytowania”.

Zwierzęta cyrkowe, czyli te „wykorzystywane do celów rozrywkowych”, mają nawet własny rozdział ustawy. Mówi on o zakazie okrutnej tresury, potrzebie wypoczynku i należnej im opiece weterynaryjnej. Co więcej, jest artykuł 4. „Zabrania się zmuszania zwierząt do wykonywania czynności, które powodują ból lub są sprzeczne z ich naturą.” Inne przepisy wymagają jeszcze by zwierzęta posiadały stosowne dokumenty, cyrk własny numer rejestracyjny od stosownego organu, a program pokazów musi zostać przezeń zatwierdzony. Finalnie, każdy obywatel może zlecić inspekcję w cyrku jeśli podejrzewa, że coś jest nie w porządku. Udział w niej mogą brać aktywiści organizacji pozarządowych. Podsumowując, przepisy są, wydają się nawet dość surowe. Tyle w teorii.

Porządnie zestresowani i zmarznięci witamy się z pracownikiem Powiatowego Inspektoratu Weterynarii i szwarnym krokiem ruszamy do cyrku. Właściciel pyta „Państwo też z Powiatowej Inspekcji Weterynaryjnej?” „Nie, ale…” – odpowiadamy zdziwieni. „To dziękuję, my nie wpuszczamy.” Po ocknięciu się z szoku pytam pana inspektora o opinię w zaistniałej sprawie, na co on rozkłada ręce i mówi, że „Wszystko zgodnie z prawem.” Chociaż ewidentnie mu przeszkodziłem, gdyż zdążył poczęstować się papierosem dyrektorki cyrku i zająć dowcipkowaniem.

Na straży przestrzegania prawa wobec zwierząt w Polsce stoi, chociaż bardziej chyba siedzi lub leży, Inspekcja Weterynaryjna. Każdy powiat ma swój oddział, w którym pracuje od kilku do kilkunastu osób. W ich kompetencjach leży nadzór nad każdym zwierzęciem w powiecie. Od yorka na kanapie w salonie, przez kurczaka brojlera na fermie, po białego lwa w cyrku, który akurat zawitał w powiecie. Niedawno sejm rozszerzył kompetencje PIW o nadzór nad zwierzętami w laboratoriach. „Któż z nas jednak nie ma za dużo na głowie?” – można pomyśleć. Dla chcącego nic trudnego oczywiście. Niestety pracownicy Inspekcji Weterynaryjnej najczęściej niewiele mają wspólnego z rodzinnym weterynarzem, którego znamy z prywatnych klinik. W PIW priorytetem jest urzędniczy spokój.

Po przegranej bitwie, ruszamy z ofensywą papierową i telefoniczną. Gdy przyjeżdża cyrk, dzwonimy i wypytujemy, oraz zlecamy kontrole PIW. Wystarczy kilka telefonów by odkryć niepokojącą prawidłowość – PIW o cyrkach w Łodzi dowiaduje się od nas… Jak zatem mógł nad nimi sprawować jakikolwiek nadzór? Od znajomych organizacji z innych regionów, dowiadujemy się, że „tak to nawet u nich nie ma” i że w takim razie to cyrki mają „hulaj dusza, piekła nie ma”.

Gdy raz zgłosiliśmy się z tym do gazety, PIW przestał odpowiadać na nasze oficjalne pisma. Idziemy zatem zobaczyć ile zajmie PIW kontrola dobrostanu kilkudziesięciu zwierząt w cyrku, o którym dowiedzieli się na kilka dni przed spektaklami od nas.

Oględziny kilkudziesięciu zwierząt cyrkowych zajmują dobrze nam znanemu panu około pół godziny, a na nasze zapytanie o wyniki kontroli i powzięte kroki wobec cyrku za brak zgłoszenia – robi się czerwony i wykrzykuje że nie jest naszym pracownikiem i mamy czekać na oficjalne pismo. Nigdy go nie widzimy, tak jak artykułu w gazecie.

W międzyczasie decydujemy, że utarczki urzędowe niewiele wnoszą, a kosztują nas dużo nerwów i bieganiny. Zmieniamy taktykę na protesty pod cyrkami. Gdy dowiadujemy się o cyrku w mieście zbieramy kilka osób, stajemy z plakatami, rozdajemy ulotki i zachęcamy do zmiany decyzji. Mimo ostrzeżeń o agresji cyrkowców, ulotki możemy rozdawać nawet pod samymi kasami. Cyrkowcy ignorują nas podobnie jak większość klientów. Ci ostatni wymigują się dziećmi i ich zachciankami, lub polecają nam znaleźć sobie „prawdziwą pracę”. Działamy tak przez około półtora roku.

W 2013 roku Szczecińska Inicjatywa na Rzecz Zwierząt BASTA, daje nowe życie kampanii Cyrk Bez Zwierząt. Za nową szatą graficzną, stroną i aktualnymi materiałami chorych zwierząt z polskich cyrków, idą co raz większa liczba protestów i rosnąca popularność kampanii. Już nie tylko Warszawa i Szczecin, ale także coraz więcej małych miejscowości.

DSC_2919

We wrześniu 2014 roku, gdy przyjeżdża Zalewski ze swoim festiwalem, Viva! Akcja dla zwierząt – Łódź to już dojrzała, prężna grupa i jedna z najaktywniejszych w kraju. W pierwszy weekend festiwalu robimy Piknik na Weganie, jako imprezę alternatywną, gdzie przewija się około 300 osób, a gdy w kolejny weekend organizujemy protest pojawia się prawie 20 osób. Pojawiają się pierwsze osoby, które myślą o zawróceniu spod kas. Dyrektor cyrku nie wytrzymuje i wraz z ochroną sąsiadującego marketu wypraszają nas ze swojego terenu. O naszej akcji informują 3 gazety i telewizja. Pani redaktor pyta: czy nie szkoda, że tylko tyle nas jest? Ja uśmiecham się, bo wiem że to największa akcja tego typu w historii Łodzi i z porównaniem do zeszłych lat pędzimy do przodu jak lokomotywa.

Jak wygląda tresura w cyrku?

Proces tresury zwierząt cyrkowych jest ścisłą tajemnicą. Internetowe przecieki, publikowane m. in. przez amerykańską organizację PETA pokazują sceny nieludzkiego okrucieństwa wobec zwierząt, od których cyrkowcy oczywiście się odcinają. Nie wyjaśniają jednak, jak namawiają słonia by stał na głowie, lub lwa by skakał przez płonącą obręcz. Nie mogą też zaprzeczyć ważnemu faktowi – treserzy w czasie spektaklu na arenę nie wychodzą ze smakołykami, ale z pejczem lub nierzadko też ukrytym innym narzędziem tresury. W ten sposób zwierzę za pomocą strachu, pomimo nadmiaru bodźców zewnętrznych i stresu, pozostaje zdyscyplinowane wobec tresera. Jak bardzo król dżungli musi się bać konsekwencji swojego nieposłuszeństwa, że skacze przez ogień, którego instynktownie śmiertelnie się boi?

Jak żyje się zwierzętom cyrkowym?

Zwierzęta cyrkowe spędzają zdecydowaną większość życia w klatkach. W czasie sezonu (czyli prawie cały rok) są przewożone z miejsca na miejsce, nierzadko rozklekotanymi ciężarówkami, co jest dla nich dodatkowym źródłem stresu. Większość z nich opuszcza klatkę tylko na czas tresury czy spektaklu. O spełnianiu ustawowo wymaganych potrzebach gatunkowych słoni, fok czy lwów, nie ma co nawet marzyć. Wiele zwierząt, np. słonie, niedźwiedzie czy tygrysy, choruje psychicznie z braku potrzebnej do normalnego życia przestrzeni, przejawiając zachowania stereotypowe, takie jak (łatwe do zaobserwowania, kiedy wyjdzie się na tyły cyrku) zataczanie się, ustawiczne kiwanie głową, czy bezustanne kręcenie się z jednej strony klatki na drugą. Gatunki naczelne, które normalnie żyją w grupach społecznych, w cyrku przebywają w izolacji i samotności, co poważnie odbija się na ich zdrowiu psychicznym i fizycznym.

Czy cyrk ma walory edukacyjne dla dzieci?

Ministerstwo Edukacji Narodowej i Sportu określiło nakłanianie dzieci do uczestnictwa w występach cyrków ze zwierzętami jako działalność niepożądaną. Według MENiS jest to niezgodne z Konwencją Praw Dziecka podkreślającą, iż nauka powinna być ukierunkowana na rozwijanie w dziecku poszanowania środowiska naturalnego. Czego uczą się dzieci o naturze tygrysa, patrząc na zamknięte w klatce, kręcące się w kółko na niewielkiej przestrzeni, zestresowane i złamane psychicznie zwierzę? Co mogą wywnioskować z widoku niedźwiedzia przebranego w sukienkę i stojącego na przednich łapach? Obserwując cyrkową arenę nie nauczą się niczego na temat prawdziwej natury zwierząt. Dzieci, nieświadome cierpienia zwierząt, odnoszą mylne poczucie, że warunki, w jakich one przebywają, są dla nich właściwe i naturalne. Ponadto cyrki ze zwierzętami tworzą u dzieci patologiczny obraz relacji ludzi i zwierząt, jako niewolników naszych zachcianek. Jeśli słoń może stać na głowie, to do czego można zmusić psa lub kota?

Czy możliwy jest zakaz?

Finlandia, Wielka Brytania, Austria, Szwecja, Chorwacja, Izrael, Peru, Singapur, Holandia, Węgry, Kostaryka, Słowenia to kraje, w których obowiązuje zakaz wykorzystywania dzikich zwierząt w cyrkach. W Grecji, Boliwii, Chinach i Brazylii zakaz obejmuje wszystkie, nie tylko dzikie, zwierzęta. W Danii, Australii, USA, Szwajcarii, Kanadzie, Nowej Zelandii i Indiach wprowadzono częściowe ograniczenia. Różne miasta na świecie wprowadziły lokalny zakaz wykorzystywania zwierząt w cyrku, pomimo iż prawo krajowe na nie zezwala.

Cyrk bez zwierząt?

Sztuka cyrkowa może być piękna, ale wtedy, kiedy tworzona jest przez artystów, którzy z własnego wyboru trenują i prezentują swoje umiejętności. Żonglerka, szczudlarstwo, balansowanie na linie czy akrobatyka są widowiskowe i zapewniają rozrywkę dla całej rodziny. Na świecie jest wiele cyrków bez zwierząt, jak choćby Baobab, Cirque du Soleil, Circus Hassani czy The Blackpool Tower Circus. W Polsce istnieje mnóstwo grup cyrkowych zajmujących się teatrem ognia, tańcem, akrobatyką i jazdą na monocyklu. Jeśli tylko damy im szanse, na pewno zapewnią rozrywkę na wysokim poziomie, bez wykorzystania zwierząt.

Autorem artykułu jest Paweł Frańczuk z łódzkiej Vivy. Niniejszy tekst ukazał  się w 2014 roku w gazecie społecznej „Miasto Ł”.

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Time limit is exhausted. Please reload the CAPTCHA.